sur mon chemin

[tłum. w drodze]

Jestem w trasie już przeszło 5 godzin. Zapowiada się, że będę jeszcze przez conajmniej dwie, bo złapały mnie korki na wysokości Szczecina (kto by się spodziewał). Także nie chcąc się denerwować, zjechałam sobie na postój i wypiłam kawkę. I tak przy tej kawie, scrollując internet, pomyślałam sobie o dzieciństwie.

Odkąd ukonczyłam 2 lata, jeździłam z rodzicami co roku nad morze, w to samo miejsce. Stało się ono moim drugim domem, naprawdę. Dwa lata temu zabrałam tam swoją miłość a w tym roku wracam tam, możliwe, że po raz ostatni, z rodzicami. I to takie miłe uczucie znów poczuć się jak dziecko. Nie przejmować się niczym. Pogodą, czasem, ludźmi. Totalny reset, mimo że jeszcze nawet nie dotarłam na miejsce. Dalekie podróże zawsze dawały mi dużo frajdy, bo trzeba było spakować auto, zrobić kanapki na drogę, wlać herbatę w termos.. Ten rok dał mi tak strasznie w kość, że brak słów. Pojadę z tatą na ryby i posiedzę sobie w ciszy, zrzucając z siebie cały stres, przemęczenie i nieustanne zamartwianie. Odpocznę. Kto pomyślał, że dorosłość jest taka trudna? A wakacje z rodzicami takie przyjemne 🙂

Czas kontynuować podróż. Więcej rozmyślań już z nad wody.

JR.

les pas

[tłum. krok, postęp]

Byłam dziś ze swoim facetem na chrzcinach. Po raz drugi został chrzestnym. Chrzest odbyć się miał po południu, więc od samego rana zaczęłam odczuwać stres. Nowa sytuacja, w której byłam postawiona sprowokowała do przemyśleń: „jak się zachować? jak się odnaleźć? jak nie popełnić błędu?”. Zawsze tak mam, zawsze muszę doprowadzić się do przejmowania innymi. Może to normalne, w końcu każda kobieta chciałaby być zaakceptowana przez rodzinę swojego chłopaka. Nie wiem. W każdym razie wszystko poszło po mojej myśli, nie narobiłam sobie wstydu. Ba, nawet pokazałam trochę klasy i krztę elegancji (spodnie w kant robią swoje). Maleństwo doceniło moją obecność i pozwoliło się uspokoić przez kołysanie na rękach. A dalsza rodzina zaakceptowała mnie i potraktowała jak swoją. Można więc powiedzieć, że nie ma czym się martwić. A jednak.. Patrząc na M. jak nosi małą na rękach poczułam się dziwnie. Ten widok był taki nieswój. Tak długo nie dopuszczałam do siebie myśli o kroku w przód, o małżeństwie, o dzieciach a dziś.. poczułam, że on naprawdę odnalazłby się w tych dwóch rolach. I choć nigdy nie pragnęłam zostać matką (temat na dłuższą przemowę) tak dziś po prostu poczułam się rozczulona. Ukłuło mnie to, że mogę odebrać mu szansę na to co czuł dziś. Wiem, że pierścionek wisi w powietrzu i czuję presję powiedzenia „tak”. Mam wątpliwości, których nie wyzbyłam się przez lata i cholera boję się tego momentu, gdy będę musiała podjąć wybór. Z drugiej strony kocham i nie wiem jak miałoby wyglądać moje życie bez niego. Skąd mam wiedzieć kiedy podjąć kolejny krok? Skąd wiedzieć czy wytrzymam, czy zniosę wady, czy chcę związać się z drugim człowiekiem? Tak bardzo wątpię w swoją umiejętność radzenia sobie w relacjach z ludźmi, że tak wielka odpowiedzialność mnie po prostu przerasta. Zamieszkaliśmy razem, może to będzie dla mnie bodźcem. Oby. Wiem, że chcę wspólnej przyszłości, ale nie wiem czy jestem na nią gotowa. I to wszystko przez te chrzciny. Jeden widok a tyle przemyśleń na sekundę. Pieprzona ludzka podatność na refleksje.

JR.

accueillir

[tłum. przywitanie]

Dawno temu popełniłam błąd, ufając, że bliscy mi ludzie zostaną ze mną na całe życie. Dałam im dostęp do siebie, do moich najbrudniejszych myśli. Odarłam się z prywatności, której tak bardzo łaknęłam. Założyłam bloga, który miał pełnić funkcję „upustu emocji”, „czystki”, czy tzw. wyrzutu myśli. Wiele mi pomógł, pozwolił mi się oczyścić, dopóki nie postanowiłam pokazać go ludziom. Nie zauważyłam tego, że w mojej głowie pojawia się blokada. Ludzie zaczęli odchodzić a ja wiedziałam, że nadal wchodzą na bloga i sprawdzają moje życie. Wybierałam więc treści postów tak, by nikogo nie urazić, by nie powiedzieć czegoś kontrowersyjnego, by nie dać tematu do rozmów. I trwałoby to dalej, ale zaczęło mi brakować anonimowości i szczerości w moich własnych wpisach. Chciałabym to znów odzyskać, więc zamiast przedstawiać się tutaj z imienia, mówię Wam „Salut!”. Obiecuję szczerość, bezwzględność a czasem nawet chamstwo. Bez ograniczeń, bez dzielenia się z bliskimi.

To będzie miejsce dla mnie. I dla Was, jeśli tylko będziecie chcieli.

JR.